Ślub w VE w 14 dni
Kazda dziewczyna marzy o slubie perfekcyjnym, który zwykle poprzedzony jest dlugimi przygotowaniami na conajmniej pol roku przed. Mi zawsze marzyl się slub w malym, wiejskim kosciolku lub na wzgorzu w plenerze z pieknym widokiem wokół. Podjechalibysmy bryczkami konnymi zaprzegnietymi w 4 siwki, przed nami 2 jezdzcow, za nami 2 jezdzcow… Zostalam zaskoczona oswiadczynami, na które z pelnym przekonaniem w sercu odpowiedzialam TAK!!! a potem pomyslalam: ale jak my to zrobimy – tu w Wenezueli rodzina Sergia a w Polsce moja. Ach, mamy jeszcze troche czasu, żeby przemyslec, jak to zorganizowac. Jakiego czasu? odpowiedzial mój latynos, bierzemy slub za dwa tygodnie. Potem od razu skoczymy do Polski na ceremonie po polsku. Nic się nie martw, moja rodzina wszystko tu zorganizuje. Ty sobie tylko kup sukienke. Po serii telefonow wykonanych po siostrach i bratach mamy Sergia role zostaly przydzielone. Troche się zestresowalam jak w tak krotkim czasie kupie suknie dla siebie, która ma wygladac prawdziwie zaslubinowo. Wybralysmy się z siostra Sergia na calodzienne zakupy. W duzym miescie ku memu zaskoczeniu nie było ani jednego sklepu dla mlodej pary. Po calym dniu pokazywania mi przez Marie sukien slubnych, a raczej wizytowych w malym butikach lub falbaniastych, bezowatych w prywatnych zakladach krawieckich, obie poczulysmy się sfrustrowane: ona, ze nie może mi dogodzic, ja: ze 2 dni do slubu i nie mam sukni marzen. Wrocilysmy do butiku, gdzie ewentualnie jedna sukienka nadawala się na ta okolicznosc, siegnelam za material a tu spada bialusienka suknia z odkrytymi ramionami, delikatnie podniesiona na tiulu, gdzieniegdzie mieniaca się brylancikami. Zakladam, patrze w lustro – niebywale! To jest to! O takiej sukni myslalam, w Polsce kupilabym dokladnie taki model. Suknia wymagala kilku poprawek wyszczuplajacych ja w ramionach i talii. Poczulam ulge.
Dom dziadkow w regionie gorzystego, pachnacego kawa i truskawkami ze smietana - Caripe zostal przeznaczony na miejsce naszych zaslubin, ubrany w kolorach niebianskich. Tego dnia od rana wielkie przygotowania: Maria zaprowadzila mnie do salonu mistrza, który podobno 6 lat czesal i malowal dziewczyny startujace w konkursie Miss Wenezuela. Siadam wiec z ufnoscia na fotel fryzjerski, mistrz patrzy na mnie i widzi zalotne loki z orchidea za uchem. Proszę bardzo, tylko nie za bardzo chcialo mi się wierzyc, ze uzyskamy loki z moich prostych wlosow. Po 3 godzinach ceremoni podchodzenia, odchodzenia pani fryzjerki, przerwy na rozmowe z innymi klientkami, korekt mistrza co do sposobu nakrecania walkow, przeszlismy z tymi walkami na mojej glowie do charakteryzatorni, gdzie mistrz osobiscie zajal się moja twarza. Powtarzalam tylko: proszę delikatnie, nie za duzo makijazu….Juz przy pierwszym zrobieniu mi oka przez mistrza wiedzialam, ze zaczynam wygladac nie jak delikatna nimfa wodna ale raczej jak wamp na ostra jazde w nocy. Moje male zielone oczy, wyprane z gestych rzes raczej nie wygladaja dobrze w czarnej, grubej kresce od dolu i od gory. Zorientowalam się, ze mistrz maluje na pamiec: typowa wenezuelska twarz to duze czarne oczy, geste rzesy, wypukle szerokie usta i wystajace kosci policzkowe. Taki sam makijaz jaki zafundowal na twarzy Marii skopiowal na mojej twarzy, no troche w innych kolorach. Normalnie chcial mnie zrobic na Wenezuelke. Po skoczonej robocie poprosilam o zmycie wszystkiego i zaczecie od poczatku pod moimi wskazowkami jak ma się to odbyc. Mistrz się obrazil, zaczal krzyczec, gestykulowac, trzasnal drzwiami i wyszedl. Do tego obciazyl mnie 250 USD za swój cenny czas. Zaplacilysmy mu polowe rownie wzburzone i wyszlysmy na deszcz. Przez wilgotne powietrze, moje wiotkie wlosy wyprostowaly się z lokow misternie kreconych. Maria rozmazala sobie caly mistrzowski makijaz placzac i czujac się winna zaistnialej sytuacji, a przeciez chciala dobrze. Po 2 godzinach opowiadania o tym zdarzeniu napotkanym znajomym osobom, poczula się lepiej i znowu była radosna. Ja z kolei wskoczylam w suknie po poprawkach krawieckich i okazalo się, ze poprawki zostaly zrobione ale nie tam gdzie trzeba, wiec piekna suknia nadal obsuwa się z ramion. Coz to wszystko, do faktu ze za 2 godziny stane na slubnym kobiercu. Jeśli urzednik stanu cywilnego się znajdzie, bo nie było z nim kontaktu przez ostatnie 2 dni. Podobno się rozchorowal. Jakby na lekkim rauszu, pelna cudownie wypelniajacego mnie szczescia i przekonania, ze oto czeka na mnie wlasciwy mezczyzna, który nerwowo wydzwania co 15 minut do kierowcy na komorke upewniajac się gdzie jestesmy, wkroczylam w koncu w oklaskach zgromadzonej 70 osobowej rodziny Sergia w progi domu dziadkow pod reke ze starszym bratem Sergia zastepujacego tu mojego tate. Urzednik odczytal bardzo dlugi akt powolujac się na cale mnostwo artykulow prawnych, wymieniajac wszelkie możliwe numerki tozsamosci mojej, Sergio i wszystkich swiadkow chyba czterech było potrzebnych do zlozenia podpisu. Po oficjalnej formulce wenezuelskiej: ‘ Si, lo quiero i lo recibo’ powiedzielismy sobie przysiege wlasna od serca, ja po polsku, Sergio po hiszpansku, potem po angielsku , bo my się jezykowo mieszamy totalnie, na porzadku dziennym jest u nas powiedziec: Pass my torebke por favor. Stoly które zastawilismy na moja prosbe swiecily pustkami, ciezko jest usadzic Wenezuelczykow, oni wola gromadzic się grupkami w roznych miejscach domu i tam sobie gaworzyc, tak bardziej bankietowo, zasiadane przyjecie nie przeszlo. Teraz wiedzialam czemu Sergio nie chcial przygotowywac specjalnego menu na ten wieczor tylko szybkie przekaski. Rodzina odspiewala nam romantyczna piesn, typowa serenade, która spiewal dziadek Sergia starajac się o wzgledy babci. Oboje dziadkowie plakali przy tym jak bobry, trzymali się za rece. Dziadek ma 87 lata, babcia 76. Splodzili 12 dzieci. Potem pojechalismy do uroczej chatki baby jagi na kurzej stopce posrod gaju kawowego, by tam spedzic nasza noc poslubna. A kilka dni pozniej w klapkach i krotkim rekawku wyladowalismy w zasniezonej Polsce. Bo jakze, zapomnielismy w tym calym zamieszaniu zabrac walizki z cieplymi rzeczami z Gran Sabany.Tu przyjecie odbylo się wedle mojego scenariusza, w domu w Podkowie Lesnej, schodzilam po schodach przy melodii Ave Maria odspiewanej przez 3 tenorow, gdzie na dole czekal Sergio, otoczony moja rodzina i przyjaciolmi, oboje podeszlismy do moich rodzicow po blogoslawienstwo, a moja kuzynka i przyjaciel udzielali nam uroczystych zaslubin. Jarek powiedzial: Edyta i Sergio udowodnili nam, ze przeznaczenie istnieje, ze na koncu swiata można znalezc taki skarb, którego by się tam nie spodziewalo odnalezc’ I to prawda: ja wierze w przeznaczenie, w cudowne zbiegi okolicznosci. Potem wszyscy wybralismy się do staropolskiej karczmy, znalezionej na ostatni moment, gdzie przy piecu chlebowym i zapachu suszonych ziol , zajadalismy się smalcem i kiszonymi ogorasami. A w tancu na starych deskach zdarlismy sobie obcasy.
Ta opowiescia o naszym szybkim slubie chce Wam przekazac, ze jeśli czujemy się szczesliwi, rozpieraja nas emocje, to każde wydarzenie będzie dla nas wyjatkowym przezyciem, a cala otoczka i etykietki mniej lub bardziej dopracowane czy wytworne przestaja się liczyc, ponieważ to ludzie, ich serca pelne milosci, intencje i wysilki wlozone w to, aby było nam ze soba milo naprawde się licza.