PL VE
Strona główna / Newsy / Indianskie sprzeczki 01/2012

Indianskie sprzeczki 01/2012

22/01/2012

-Seniora, potrzebujemy pomocy!, wybelkotal Anibal zamroczony cachire (wlasnej roboty alkohol z yuki). Jego oczy moglyby swiecic w ciemnosci, napuchnieta twarz w ksztalcie ksiezyca w pelni zmienila kolor na sliwkowy.
- Moj brat Frederico znow pobil sie ze swoja kobieta i jej bratem, lezy polprzytomny, serce ledwo bije, musimy zawiesc go do szpitala. Potrzebujemy samochod. Droga przez Gran Sabane do miejsca, gdzie mieszka rodzina jest tak wyboista, ze zadna karetka pogotowia tamtedy nie przejedzie, tylko terenowka. Odleglosc jaka Anibal pokonal z domu do nas to poltorej godziny marszu piechota. Zawsze zadziwia mnie jak oni sie ze soba komunikuja pomiedzy domostwami, ktore oddalone sa od siebie o kilka kilometrow, a sa na biezaco co w ktorym domu sie dzieje. Coz, nie jestem specjalistka od prowadzeniu land cruisera off road, poza tym wybila 17:00, za godzine bedzie ciemno.  Ale nie ma rady, musze jechac, Sergio z Diana na motocrossie, jestem sama. Anibal, ktory na codzien malo co mowi, teraz rozgadal sie na dobre. Wylicza od poczatku ile ma siostr ilu braci, no i ten nieszczesny najstarszy Frederico, ktory za duzo pije a potem jego glowa pada ofiara ciosow z mocnej reki zawsze tego samego mezczyzny. I o co sie kloca? o kure, o wyliczanie kto komu pomogl podczas prac w polu.  Jest sucho, wiec jade pewnie ale za szybko, bo boje sie, ze zmrok zastanie mnie na srodku Gran Sabany i wpadne w jakas dziure w drodze powrotnej.  Anibal wskazuje, gdzie mam jechac i zapewnia, ze droga jest dobra. Nie, no super dobra, w pewnym momencie mamy prawie pionowo wjechac pod gore, gdzie droga popekana jest wzdluz wyschnietymi strumieniami wody z pory deszczowej. Nie daje rady podjechac pod gore, noga na hamulcu w polowie tego wzgorza, a reczny zaciagam i dupa, nie dziala. I teraz niewiem co robic, zjechac tylem w dol i sie poddac, czy probowac dalej. Swietnie, kola smierdza smalenizna, tak to jest, jak kobieta w panice na dwojce chce wjechac pod gore. Dobra, udalo sie. Jedno wzgorze pokonane.  Za nim wylania sie dalsza rodzina Anibala i relacjonuja  zywo cos w jezyku Taurepanes. Rozmowa sie przedluza, jakby zapomnieli o tym cierpiacym bracie, wlasciwie to chyba on jeszcze nie cierpi, jesli znieczulony jest wplywem cachire, mocnego piwa indianskiego z yuki. Pogadniam towarzystwo, mowie, ze po ciemku nie bede jechac a tu malo czasu do zmroku, docieramy do miejsca, gdzie dalej samochodem nie przejade. Daleko widac chatke Frederico. Wow, pejzaz wokol to on ma wspanialy. Dookola wzgorza, doliny porosniete lasem tropikalnym przez ktory plyna rzeki, sawanna i wielka przestrzen. A o tej godzinie ziemia zdaje sie laczyc z niebem w kolorach zolto, niebiesko, bordowym. W takiej oto scenerii rozgrywaly sie sprzeczki rodzinne o kure, o plony, o podzial pracy. Panowie pobiegli do domu bo niedomagajacego ale wrocili bez niego. Okazuje sie, ze leb ma twardy, porozbijany co prawda, nie kontaktuje ale nie daje sie zabrac do szpitala, chodzi w pol zgiety chyba boli go kregoslup. Woli jednak zostac w domu. Wylize sie. Jak zawsze.

Copyright © 2009- 2017r. Venezuela Explorer Kama CA. All rights reserved.
Todos los derechos reservados Rif:j-31358493-2
Agencia de viajes registrada en Venezuela, especializada en tures de aventura en
todo el país & eco-Lodge.
Dueños: Sergio Yrigoyen & Edita Michalak
Design: Koker Szpaner, CENTIB.COM