PL VE
Strona główna / Newsy / Luty 2014 Rewolucja boliwarianska i papier toaletowy

Luty 2014 Rewolucja boliwarianska i papier toaletowy

Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą do Wenezueli rezerwowy papier toaletowy i mleko w proszku do kawci. Wszyscy trąbią o pustych półkach w sklepach,  a tymczasem brakuje  zaledwie kilku podstawowych produktów. Jednak sensacje robią swoje. Jakaż to przyjemność dostać w swoje ręce produkt deficytowy. Prawdziwa zdobycz i autentyczna radość z posiadania małej rzeczy. Emocje zostały we mnie skutecznie wywołane. Jednak ten papier toaletowy zakupiłam w supermarkecie Sigo zupełnie bez kolejki, bo w supermarkecie drozej to imniej ludzi przychodzi. A tam, gdzie rząd rzuca urzędową cenę w specjalnie przygotowanych punktach tworzą się oczywiście kolejki. Ludzie wykupują przysługujący limit  cukru, mąki, mleka, kurczaków mrożonych, kawy i papieru toaletowego, ustawiają się w kolejki całymi rodzinami,  no i mamy spekulacje, bo nie każdy kupuje tylko na potrzeby własnego domostwa ale żeby  odsprzedać  po wyższych cenach.  Z paliwem już dawno się tak dzieje  - od 10  lat kiedy mam do czynienia z Wenezuelą, miasteczka przygraniczne szmuglują paliwo i jest to główne źródło dochodu wielu rodzin. Kontynuując jeszcze temat żywności w Wenezueli, nikt tu głodem nie przymiera, półki sklepowe mają wystarczającą ilość produktów, które Wenezuelczycy normalnie spożywają na co dzień, jedyny dotkliwy dla nich brak to mąka kukurydziana z której robią arepy i empanady. Pieczywa w panaderiach nie brakuje, arep i empanad w kramach przydrożnych też jest w bród, aczkolwiek wiadomo, że na budżet wenezuelski jest to dużo droższe rozwiązanie.  Luksus wypicia kawy z mlekiem na mieście jest bardziej ograniczony, bo nie wszystkie kafeterie mają mleko. Ale można  kupić   Nescafe z maszyny, którą nie wszyscy jednak lubią i nie są przyzwyczajeni pić. .  Cotygodniowe ryneczki pełne są świeżych ryb, wiejskich kurczaków i jajek, mięsiwa wołowego, mnóstwa owoców i warzyw.  Rażąco natomiast zmniejszył się wybór dóbr luksusowych typu wyposażenie domów czy samochody.  Wenezuela przyzwyczajona jest importować zamiast produkować. Na import rząd przyznaje dolary po preferencyjnej urzędowej cenie 6 – 11 BF za 1 USD. Tymczasem kurs czarnorynkowy wynosi 60-80 BF za 1 USD .  Jedni importowali towary i sprzedawali po 100-200% marży, inni podrabiali faktury zakupu i dzielili się kasą z dostawcami, płacili łapówki urzędnikom sprawdzającym faktury importowe, aby handlować urzędowymi dolarami na czarnym rynku i żyć z różnicy kursowej oraz wysokiej marży. Dzięki temu wielu Wenezuelczyków wzbogaciło się i spokojnie może żyć za dolary skumulowane na kontach w Miami i Europie. Nie bez znaczenia są tu oczywiście znajomości, aby w ogóle na te dolary urzędowe się załapać. Inaczej trzeba sobie je kupic na czarnym rynku i zaplacic za chec importu.  I tu nagle rząd wprowadza 30% marży maksymalnej i rewiduje pokazowo sklepy w grudniu 2013r.  Pomijając już fakt, że co roku na koniec grudnia ludzie w panice wykupywali wszystko na wszelki wypadek, bo boliar fuerte (mocny) traci co roku na wartości, to oczywiście tego typu akcja rządu spowodowała masowe kolejki i wykupywanie towarów na wszelki wypadek po okazyjnych cenach.  Nie ma więc w chwili obecnej 10 rodzajów patelni, a 2 rodzaje i to samo ćwiczenie na wszystkich rodzajach produktów użytkowych. Sklepy typu Dibs czy Rattan przywitały mnie więc po-świątecznymi pustkami, zamiast filiżanek stoją na półkach sklepowych pozłacane mikołaje i bombki.  I wśród tych zbędnych towarów jak na miesiąc luty, chodzi po sklepie 10 asystentów sprzedawców. Jest co sprzedawać czy nie, to pensja się należy. Państwo chroni pracownika. Sklepy pękają w szwach od ciuchów, można się wystroić,  natomiast dom obecnie ciężko jest sobie urządzić, bo nie ma czym albo po bardzo wysokiej cenie i tak np.  można kupić  wygodny materac, bo jest on gdzieś skamuflowany w magazynie ale trzeba wiedzieć któremu sprzedawcy  zapłacić łapówkę, żeby chciało mu się ten materac z magazynu wyciągnąć.

 Ostatnie nowe samochody widziałam w salonach w 2007 roku. Od tego czasu świecą one pustkami. W jakiś magiczny sposób wykładając gotówkę na 10 czy 20 sztuk można je załatwić. Dla przeciętnej osoby pozostaje tylko zakup używanego samochodu, który kosztuje tu tyle samo co nowy samochód. Większość samochodów jest poobijana i w słabym stanie technicznym, bo importowane części są bardzo drogie lub w ogóle ich brak. W salonie Toyoty siedzą na stanowiskach hadlowcy i jedyne czym się zajmują to smsowanie do znajomych, sprzedawać oficjalnie nie ma co i nie wiadomo kiedy będzie dostawa i czy w ogóle. Ale za to smsowanie też pensję dostają.  Na bezrobocie w Wenezueli więc narzekać nikt nie może. Co prawda jak 2 lata temu przeliczałam na złotówki pensję publiczną to wychodziło mi jakieś 700 zł. Obecnie dzieląc przez kurs czarnorynkowy wychodzi mi 200 zł. Z marżą 30% ustawioną jako maksymalna dozwolona przez rząd raczej nie opłaca się obecnie przedsiębiorczemu Wenezuelczykowi importować nawet za `preferencyjne dolary rzadowe a juz za wlasne ze skarpety tym bardziej nie. Inflacja wynosi 56%, do tego trzeba zapłacić pewnie składowe za towar stojący na granicy, bo biurokracja trwa wieki albo łapówki za przyspieszenie procedury celnej. Pozostaje liczyć na uruchomienie produkcji wszelakiej przez rząd, który widać ma jakiś tajemny, niezrozumiały plan skoro walczy z nielicznymi prywatnymi przedsiebiorcami, ktorym wogole chce sie pracowac  wciąż jednako od nich zależy towarowo i usługowo.

W temacie przestępczości nic się nie zmieniło: tzn militarni rządzą wywijając kałasznikowem przed obywatelami , policja jakby nie obecna wobec złodziejstw i morderstw, a zamożni ludzie chwalą się arsenałem broni w domu i prywatnymi samolotami. Wyglada na to,ze prawo nie jest egzekwowane.

Gdzie nie spojrzeć chaos totalny, każdy robi co mu się podoba.   Brak mechanizmow kontroli fiskalnej, brak egzekucji kar pienieznych czy wiezienia za korupcje, brak instytucji ochrony praw konsumentow, czy wogole miejsca, gdezie konsument moze zlozyc reklamacje, brak procedur i ich przestrzegania, kazdy mowi i robi co innego. W całej tej manifestacji na ulicach dużych miast nie ma ustalonych zasad. Manifestanci chcą zmian  i słusznie, bo rewolucja socjalizmu boliwariańskiego na dobre społeczeństwu nie wychodzi  ale Ci sami ludzie jako społeczeństwo w całości spekulują na co dzień, wręczają łapówki na każdym kroku, wyrzucają śmieci na ulicę, demolują dobra publiczne, nie są słowni, nie szanują cudzej własności oraz nie znają pojęcia punktualność.  A manifestowanie stało się też okazją dla grup wandali do niszczenia wszystkiego co spotkają na swojej drodze: budynki, samochody , ławki,  okablowanie itp. I sa bezkarni, bo rzad boi sie lamac praw czlowieka na ktore manifestanci sie powoluja, wiec praktycznie nie robi nic poza obserwowaniem jak rozwija sie sytuacja i powtarzaniem w kolko skonczmy z przemoca dzialajmy i rozmawiajmy pokojowo. Niektórzy oczywiście pojawili się na ulicy uzbrojeni, bo pomimo, że oficjalnie istnieje zakaz posiadania broni, to  ludzie mają broń i wymierzają ją w podnieceniu Wenezuelczyk do Wenezuelczyka. I gdzie tu rozwój wartości i pokojowe rozwiązywanie spraw.

Mam takie dziwne przeświadczenie, że Wenezuelczycy zwyczajnie nie mają talentu jako naród do zaprowadzenia porządku we własnym kraju, brakuje im wzorca, a zepsucie moralne jest do szpiku kości, praktycznie kazdy tu korumpuje i zalatwia sprawy po znajomosci, bez zadnych konsekwencji prawnych, praktycznie nie trzeba sie ukrywac, kazdy moze podac wiele przykladow z zycia wlasnego, pokazac palcem winnego ale i tak nie poniesie on konsekwencji Pokrzyczeć, poimprezować,polenić się, załatwić coś po znajomości, przyjąć łapówkę, czym wieksza biurokracja tym lepiej bo wieksze pole do manipulacji.  Taki obrazek utrwalił mi się przez te wszystkie lata. Ziemia lezy tu  odlogiem, a oni bujaja sie  w hamaku i czekaja az rewolucja boliwarianska da im cos za darmo typu domek, zasilek, ekonomia sie nie podniesie jesli nieliczni chetni do pracy i z inicjatywa sa skutecznie zniecheceni przez rzad do dzialania. Wystarczy porozmawiac z kazdym Wenezuelczykiem, a ten przytoczy przyklady na totalna anarchie w panstwie z wlasnego podworka.

Ten kraj ma wszystko!  Zasoby naturalne, przepiękną przyrodę, wspaniały klimat, muzykę, taniec. Gdyby jeszcze był gospodarnie zarządzany i zadbany przez własnych obywateli. Na `pewno jest to rok znaczacych zmian w Wenezueli, a obecny rzad dostal sygnal, ze dlugo tak nie pociagnie a kraj rozklada sie gospodarczo na lopatki, pomimo posiadania ropy.

Póki co przed nami karnawał i zapewne strajki niebawem się skończą, bo będzie jedna wielka rumba.

 



Copyright © 2009- 2017r. Venezuela Explorer Kama CA. All rights reserved.
Todos los derechos reservados Rif:j-31358493-2
Agencia de viajes registrada en Venezuela, especializada en tures de aventura en
todo el país & eco-Lodge.
Dueños: Sergio Yrigoyen & Edita Michalak
Design: Koker Szpaner, CENTIB.COM