Co ja robie w Wenezueli? 09/2005
Co mnie cieszy , o dziwo w tej wielkiej machinie orientacji na zyski firmy pozostalam soba, nie pozwolilam sie zaszufladkowac i omotac pseudo wartosciami firmy, ustawic jak zolnierzyk w armii. Mialam to szczescie, ze znalazlam sie posrod ludzi, ktorzy cenili indywidualizm, kreatywnosc i skuteczne dzialanie.
Kiedy juz otworzysz swoje serce na to co nowe, sytuacje same sie zdarzaja, sprzyjaja. Wysylasz sygnal i dostajesz odpowiedz.
Po raz pierwszy od wielu lat mialam nadmiar wolnego czasu, z ktorym nie wiedzialam co robic. Bylam chaotyczna i czas przeciekal mi przez palce, nie potrafilam skupic uwagi na niczym. Bylo mi za goraco na myslenie. Do tej pory moj kalendarz dnia wypelnialy zajecia firmowe, a na sprawy prywatne zawsze bylo za malo czasu. Nagle okazalo sie, ze niewiem co robic sama ze soba w ciagu calego dnia! To bylo straszne.Uswiadomilam sobie, ze nie mam dostepu do samej siebie, do wlasnych uczuc i mysli, ktore teraz wrecz mnie napadly. Mozna powiedziec, ze w poczatkowym okresie pobytu w Wenezueli znajdowalam sie jak alkoholik na odtruciu. Probowalam zasiadac przed komputerem tak jak w Polsce w godzinach urzedowania biura, wprowadzilam sobie liste zajec na kazdy dzien i ktoregos dnia zapytalam siebie – co ja wyprawiam? Zamiast skorzystac z tej nowej szansy na inne zycie to ja kopiuje moje przyzwyczajenia z Polski. I zaczelam sluchac swojego wewnetrznego glosu. W porownaniu z dawna Edyta juz nie jestem taka agresywna, pozwalam sobie na lenistwo, nie spiesze sie, spie ile chce, pracuje kiedy czuje inspiracje do dzialania, zaglebiam sie w literature wschodu, uwazam na to co jem, jak traktuje wlasne cialo.
Najtrudniej bylo mi chyba poradzic sobie z tutejsza mentalnoscia i absurdalna biurokracja, wykazac cierpliwosc do powolnie zalatwianych spraw albo pogodzenia sie z prostymi wydawaloby sie sprawami, ktore tutaj sa nie do przejscia. Krytykowalam wszystko i wszystkich. Denerwowala mnie tutejsza prowizorka i brak fachowosci na zasadzie: przewrocilo sie niech lezy…Myslalam,. ze podporzadkuje sobie cala Wenezuele pod moj schemat myslenia, szybko sie jednak poddalam i musialam nauczyc dzialac jak oni tutaj – powolnie i cierpliwie, nie zwracac uwagi na szczegoly. To jest nie do przejscia dla turysty, od razu sie irytuje, a ja teraz patrze na taka zbulwersowana, krytyczna mine i mysle sobie, szkoda tej pieknej minuty zycia, lepiej sie usmiechnac! Ta zmiana we mnie podoba mi sie bardzo! I to jest akurat pozytywne w charakterze przecietnego Wenezuelczyka.
Przez caly ten czas intensywnie zwiedzalam cala Wenezuele i praktycznie do dzisiaj mam dziwne poczucie, ze jestem na nieustajacych wakacjach. Kiedy w Polsce robi sie zimno my uciekamy w tropiki. Czesto kapie sie w morzu karaibskim, wskakuje z lodzi do wody na srodku Orinoco, a wokol mnie plywaja delfiny rzeczne toninas. Obmywa mnie krystalicznie czysta i namagnetyzowana szczesliwa energía woda spadajacego z tepuy wodospadu. Nad glowa lataja mi kolibry, kwiaty upiekszaja ogrod non stop.
Taka okresowa zmiana stylu zycia na dom tropikalny i dom w Polsce bardzo mi odpowiada. Wprowadza jakas taka harmonie w moje zycie. Jak za bardzo przyspiesze w Polsce to tu przyjezdzajac zwalniam. I to chyba jest zdrowsze. Niewiem na jak dlugo, napewno na tyle, az poziom upajania sie tzw lenistwem wzrosnie do znudzenia. Wtedy przyjdzie czas na kolejna zmiane.